Armand Van Helden – My My My: wspomnienia z Gwarka w Gliwicach sprzed 20 lat

 


Armand Van Helden – My My My i wspomnienia sprzed lat

Są takie utwory, które człowiek zapamiętuje na całe życie. Dla mnie jednym z nich jest „My My My” Armanda Van Heldena – numer, który nie tylko podbił parkiety na całym świecie, ale i na zawsze zostanie w mojej głowie (i sercu).

Pamiętam jakby to było wczoraj,  a minęło już jakieś 20 lat. Z moimi przyjaciółmi bawiliśmy się wtedy w legendarnym Gwarku w Gliwicach. Wpadliśmy na,  jak nam się wtedy wydawało,  genialny pomysł: zapłacić DJ-owi (pozdrawiamy Dizzy’ego!) mnóstwo pieniędzy, żeby puszczał My My My 10 razy pod rząd.

No i grał. Grał tak długo, aż w końcu przyszła ochrona i delikatnie zasugerowała, że może jednak wystarczy. Wtedy spuściliśmy głowy i stwierdziliśmy: „Dobra, macie rację, wszystko ma swoje granice”. Ale co się wtedy działo! Całe Gliwice się bawiły, a my czuliśmy się młodzi, w cudzysłowie „bogaci” i kompletnie wolni.

Do dziś ta piosenka towarzyszy mi w codziennym życiu.

  • Wstaję rano, puszczam ją i od razu mam lepszy humor.

  • Robię remont łazienki? Proszę bardzo: fuga do fugi przy My My My.


To kawałek, który ma w sobie tyle energii, że nawet po tylu latach nie traci swojej mocy. Dlatego dziś wrzucam ten pozytywny wpis i pytam Was:

Jaki jest Wasz ulubiony utwór, który zawsze poprawia Wam humor? Ciekaw jestem Waszych historii, może ktoś też ma taki numer, który grany był do upadłego?