Hospicjum to nie wyrok. Reportaż z Będkowa o miejscu, którego wielu z nas się boi - Oleśnica - nowinyolesnickie.pl
Są takie miejsca, do których człowiek nie wchodzi lekko. Przed drzwiami zostawia się zwykły rytm dnia, rozmowy o małych sprawach i to złudzenie, że nad wszystkim da się jeszcze zapanować. Hospicjum jest właśnie takim miejscem. Samo słowo potrafi ścisnąć gardło, bo wielu rodzinom kojarzy się z końcem, ciszą i bezradnością.
Dla nas to nie jest temat oglądany z dystansu. W Ośrodku Medycyny Paliatywnej i Hospicyjnej w Będkowie przebywa nasz ojciec. Dlatego ten tekst nie jest zwykłym artykułem informacyjnym. To reportaż z miejsca, w którym bardzo szybko człowiek zaczyna rozumieć, czym naprawdę jest opieka, cierpliwość, obecność i ulga w cierpieniu.
Do Będkowa nie jedzie się z ciekawości. Jedzie się z lękiem, z pytaniami, których nikt nie chce wypowiadać głośno, i z nadzieją, która zmienia swoje znaczenie. To już nie zawsze jest nadzieja na wyzdrowienie. Czasem to nadzieja na spokojniejszy oddech. Na noc bez bólu. Na to, że ktoś podejdzie, poda lek, poprawi poduszkę, porozmawia, uspokoi rodzinę.
Właśnie dlatego zapytaliśmy hospicjum o codzienność tego miejsca. O pracę personelu, kontakt z rodzinami, emocje, trudne rozmowy i stereotypy, które wciąż towarzyszą opiece paliatywnej. Odpowiedź, którą otrzymaliśmy, nie jest urzędowym opisem placówki. Jest spokojna, konkretna i bardzo ludzka.
Z zewnątrz każdy dzień w hospicjum może wydawać się podobny. Jest harmonogram, są pory posiłków, wizyty, zabiegi, rehabilitacja, terapia i czas na odpoczynek. Ale w praktyce plan dnia wyznacza stan pacjenta. Jeśli chory ma ból przebijający, dostaje leki i potrzebuje spokoju. Śniadanie może poczekać. Spacer może poczekać. Terapia może poczekać.
W takim miejscu człowiek jest ważniejszy niż rozpiska na tablicy.
Codzienność hospicjum tworzą lekarze, pielęgniarki, opiekunowie medyczni, rehabilitanci, logopedzi, terapeuci, psychologowie i osoby, których pracy często nie widać od razu. To leki, opatrunki, iniekcje, wizyty lekarskie, przyjmowanie nowych pacjentów, rehabilitacja, terapia zajęciowa, spacery, rozmowy i zwykła pomoc przy najprostszych czynnościach.
Jest też druga strona tej pracy. Mniej widoczna, ale konieczna. Dokumentacja medyczna, opisywanie stanu pacjenta, wpisywanie wykonanych procedur, zaopatrzenie w leki i sprzęt, sprzątanie, przygotowanie posiłków. To nie są rzeczy, o których rodzina myśli w pierwszej chwili. A jednak bez nich hospicjum nie mogłoby działać.
W odpowiedzi ośrodka pojawia się obraz bardzo codzienny. Czasem jest chwila na rozmowę, oddech i kawę. A czasem dyżur wygląda tak, że kawę pije się na stojąco, wracając do niej po kilka razy. To jedno zdanie mówi więcej niż niejeden oficjalny opis pracy w ochronie zdrowia.
Patrząc na to jako rodzina pacjenta, widzimy jeszcze coś. W hospicjum wiele dobra dzieje się po cichu. Bez wielkich słów. Bez patosu. Ktoś podejdzie do łóżka. Ktoś zapyta, czy boli. Ktoś poprawi pozycję, poda wodę, wytłumaczy rodzinie, co się dzieje. Dla personelu to część dyżuru. Dla bliskich chorego czasem jest to moment, którego się nie zapomina.
Zapytaliśmy także, jak dobiera się ludzi do takiej pracy. Ośrodek odpowiada uczciwie, że sytuacja na rynku pracy i braki kadrowe nie zawsze pozwalają wybierać personel według idealnych kryteriów. Sama praca bardzo szybko jednak weryfikuje, kto potrafi zostać w takim miejscu.
Bo w hospicjum nie wystarczy dyplom. Potrzebne są kompetencje zawodowe, ale też cierpliwość, wrażliwość, uważność i odporność psychiczna. Procedur można się nauczyć. Organizacji pracy również. Trudniej nauczyć się bycia przy człowieku, który cierpi.
Ośrodek podkreśla, że jednym z największych kapitałów lekarza, pielęgniarki czy opiekuna jest zaufanie pacjenta i jego rodziny. W hospicjum nie zdobywa się go jednym gestem. Ono rodzi się z codziennych, prostych sytuacji, ze spokojnej rozmowy, z dobrze podanego leku, z obecności, z poczucia, że chory nie jest zostawiony sam sobie.
Najtrudniejsze w tej pracy jest mierzenie się z cierpieniem. Personel często przechodzi od leczenia do towarzyszenia i łagodzenia objawów. To zdanie jest trudne, ale prawdziwe. Dla wielu rodzin najboleśniejsze jest zrozumienie, że nie zawsze da się już zawalczyć o wyzdrowienie.
W hospicjum sukces ma inną miarę. Czasem jest nim dzień bez bólu. Czasem spokojna noc po wielu trudnych dobach. Czasem wygojona rana, kąpiel pod prysznicem albo uśmiech na zmęczonej twarzy pacjenta.
Kiedy człowiek patrzy na chorobę bliskiej osoby, bardzo długo próbuje myśleć kategoriami walki. Jeszcze jeden lek. Jeszcze jedna konsultacja. Jeszcze jedna próba. Hospicjum uczy czegoś, na co rodzina często nie jest gotowa, że czasem najważniejsze nie jest już „więcej”, tylko „spokojniej”. Mniej bólu. Mniej strachu. Więcej obecności.
Bardzo wymagające są też rozmowy z rodzinami. Bliscy przychodzą z lękiem, bezsilnością i pytaniem, czy można zrobić jeszcze coś więcej. Padają trudne słowa. Pojawia się napięcie, czasem złość. Ośrodek zaznacza jednak, że nie patrzy na takie osoby jak na „trudne rodziny”. Za ostrą reakcją często stoi strach przed utratą najbliższego człowieka.
To ważne, bo rodzina w takiej sytuacji sama bywa pogubiona. Człowiek chce być spokojny, a w środku wszystko się rozpada. Chce ufać, ale boi się każdego telefonu. Chce rozumieć, ale często słyszy słowa, których nigdy wcześniej nie musiał rozumieć. Opieka hospicyjna dotyczy więc nie tylko pacjenta. Dotyczy także tych, którzy siedzą obok łóżka.
W Będkowie duży nacisk kładzie się na kontakt z rodziną. Po przyjęciu pacjenta psychologowie kontaktują się z bliskimi, zapraszają do rozmowy w ośrodku albo pozostają przy kontakcie telefonicznym, jeśli rodzina mieszka daleko lub nie może przyjechać. Pomoc psychologiczna jest dostępna przez cały okres pobytu, również w weekendy.
Rodziny mogą rozmawiać także z personelem medycznym, zależnie od potrzeb. Ośrodek dba również o kontakt pacjentów z bliskimi poprzez wideorozmowy. To rozwiązanie pojawiło się w czasie pandemii i zostało na stałe. Dla chorego kilka minut rozmowy z kimś bliskim może znaczyć bardzo dużo.
Jedno z najważniejszych zdań, które otrzymaliśmy w odpowiedzi, brzmi jasno: hospicjum to nie wyrok. Nie każdy chory trafia tam po to, by odejść. Część pacjentów przyjmowana jest po to, aby ustawić leczenie bólu, złagodzić inne dolegliwości, poprawić komfort i wrócić później pod opiekę hospicjum domowego.
To zdanie warto powtarzać, bo wokół hospicjów nadal narosło wiele lęku. Dla części osób to wciąż „umieralnia”, miejsce, z którego się już nie wychodzi. Tymczasem opieka paliatywna nie oznacza rezygnacji z leczenia. Coraz częściej jest włączana wcześniej, również na etapie leczenia onkologicznego, żeby pomóc pacjentowi i rodzinie przejść przez chorobę z mniejszym cierpieniem.
Ośrodek przypomina też o pobytach wytchnieniowych. To forma pomocy dla rodzin, które przez długi czas opiekują się ciężko chorym bliskim i same są już skrajnie zmęczone. Kilka dni odpoczynku nie jest brakiem miłości. Czasem jest koniecznością, żeby dalej mieć siłę być przy chorym.
Zmienia się również podejście do leczenia bólu, w tym do morfiny. Ośrodek zwraca uwagę, że społeczny lęk przed takim leczeniem był kiedyś większy. Dziś świadomość pacjentów i rodzin rośnie. Ludzie więcej pytają, czytają i coraz częściej rozumieją, że leczenie bólu jest jednym z podstawowych elementów godnej opieki.
W odpowiedzi z Będkowa mocno wybrzmiewa jeszcze jedna potrzeba, zaufanie społeczne i docenienie pracy personelu. O złych rzeczach zwykle mówi się głośniej niż o dobrych. Tymczasem w hospicjum codziennie dzieją się małe sukcesy, które dla pacjentów i rodzin mają ogromne znaczenie.
Dla jednej osoby będzie to przespana noc. Dla drugiej mniejszy ból. Dla kogoś możliwość rozmowy z rodziną. Dla innego kąpiel, opatrzona rana albo chwila bez lęku. W normalnym świecie takie rzeczy mogą wydawać się drobne. W hospicjum często są całym światem pacjenta na dany dzień.
Pisząc ten reportaż, nie chcemy udawać, że temat jest prosty. Nie jest. Dla rodzin, które trafiają do hospicjum ze swoim bliskim, to jeden z najtrudniejszych momentów w życiu. Jest strach. Jest bezradność. Jest czekanie na informacje. Są rozmowy, po których trzeba wyjść na korytarz i przez chwilę po prostu milczeć.
Ale jest też druga strona. Są ludzie, którzy każdego dnia wchodzą do tej pracy świadomie. Są pacjenci, którzy dzięki opiece mogą cierpieć mniej. Są rodziny, które nie zostają same z ciężarem, którego często nie da się już unieść bez pomocy.
Hospicjum nie zawsze odbiera nadzieję. Czasem zmienia jej znaczenie. Nadzieją staje się spokojniejszy dzień, mniej bólu, obecność bliskich, zaufanie do personelu i świadomość, że ktoś czuwa wtedy, gdy rodzina sama nie ma już sił.
Czasem hospicjum nie odbiera domu. Czasem daje choremu to, czego w domu nie udało się już zapewnić, stałą opiekę, leczenie bólu, spokój, bezpieczeństwo i ludzką obecność.
I właśnie o tym jest ten reportaż.
Źródło: odpowiedź Ośrodka Medycyny Paliatywnej i Hospicyjnej Będkowo El Zein Spółka Komandytowa dla redakcji Nowiny Oleśnickie.

