„Nikt nie dmuchał w moje żagle”. Historia marynarza znanego jako Sailor - Oleśnica - nowinyolesnickie.pl


Bohater naszego artykułu nie pływa po oceanach i nie udaje kogoś, kim nie jest. Pracuje jako marynarz śródlądowy w Holandii, a swoją codzienność pokazuje w mediach społecznościowych tak naturalnie, że ludzie zaczepiają go nawet w sklepach i pytają, dlaczego przestał wrzucać nowe materiały.

Dla jednych to tylko filmiki ze statku. Dla niego coś znacznie większego. Pasja, sposób życia i historia człowieka, którego życie od początku wymagało charakteru.

To Krystian Łuczak, znany w sieci jako Sailor.

W rozmowie Krystian przyznaje też, że bardzo mocno utożsamia się z utworem Korteza „Nikt nie dmuchał w moje żagle”. Nie chodzi jednak o samą piosenkę, a bardziej o sens tych słów. O drogę, którą często trzeba przejść samemu, bez gotowych odpowiedzi i bez pewności, że na końcu wszystko się uda.

I właśnie taki jest ten materiał.

„Każdy z nas niesie jakiś swój ciężar”


Krystian nie ukrywa, że doświadczenia z dzieciństwa i młodości bardzo mocno go ukształtowały. Nie mówi jednak o tym po to, żeby kogokolwiek oceniać albo budować wokół siebie dramatyczną historię.

Bardziej chce pokazać coś, o czym mówi spokojnie i dojrzale. Że nawet człowiek, który nie miał łatwego startu, może odnaleźć własną drogę i stworzyć życie, z którego będzie dumny.

Chcę mówić o tym, że ludzie, którzy nie mieli łatwego startu, też mają ambicje i marzenia. Też potrafią osiągnąć coś w życiu - mówi.

W jego słowach nie ma pretensji do świata. Jest za to ogromna świadomość tego, jak bardzo doświadczenia wpływają później na człowieka.

Każdy z nas dostał coś od losu, dobrego albo złego. Każdy kilka razy się potknął i popełnił błędy - dodaje.

I właśnie dlatego ta historia brzmi tak prawdziwie. Nie jest historią człowieka idealnego. Jest historią kogoś, kto przeszedł trudniejsze momenty, ale mimo tego nie zatrzymał się w miejscu.

Morze stało się jego światem


Kiedy ktoś słyszy słowo „marynarz”, zazwyczaj wyobraża sobie ogromne statki, oceany i wielomiesięczne rejsy. Krystian szybko prostuje ten obraz.

Ja pływam tylko po Holandii. Jestem marynarzem śródlądowym i papiery na morskie statki to nie mój świat - tłumaczy.

Ale chwilę później dodaje coś, co najlepiej pokazuje jego podejście do życia.

Niby to jest tylko Holandia, ale zobacz ile ma do zaoferowania.

I właśnie ten świat pokazuje później ludziom w swoich materiałach. Śluzy, kanały, mosty, codzienność na statku i miejsca, których większość z nas nigdy nie zobaczy z takiej perspektywy.

Dla niego to nie jest zwykła praca.

To jest interesujące. To jest moja pasja. To coś wspaniałego dla mnie -  mówi.

I trudno nie odnieść wrażenia, że naprawdę czuje to, o czym opowiada.

„Mam statek w jednym paluszku”


Sailor bardzo mocno podkreśla, że bycie marynarzem śródlądowym wymaga ogromnej wiedzy i doświadczenia. To nie jest tylko stanie na pokładzie i patrzenie przed siebie.

Opowiada o balastach, filtrach, agregatach, spuszczaniu i napełnianiu wody, przepływaniu pod mostami czy całej budowie statku.

Teraz mogę śmiało powiedzieć, że jestem marynarzem. Mam statek w jednym paluszku - mówi z dumą.

Za tym wszystkim stoją lata pracy i zdobywania doświadczenia. Krystian tłumaczy, że jego dokumenty i praktyki przechodzą przez Urząd Żeglugi Śródlądowej we Wrocławiu. Ma książeczkę marynarską, zbiera potwierdzenia pływania i regularnie musi wszystko weryfikować.

To nie jest tak, że ktoś coś załatwił i koniec. To jest długa droga. Piękna droga - podkreśla.

Przyznaje również, że kiedy zaczynał, dużo łatwiej było wejść w ten świat niż dziś.

Teraz młodego marynarza praktycznie nikt nie chce przyjmować - mówi.

Kolejny krok już przed nim


Krystian nie zamierza się zatrzymywać. Obecnie przygotowuje się do egzaminu na patent sternika. Jak mówi, chce dalej rozwijać swoją pasję i w przyszłości pływać również bardziej ekskluzywnymi jednostkami.

Widać, że to nie jest chwilowa „zajawka” ani sposób na internetowy wizerunek. On naprawdę żyje tym światem.

Chcę to dalej popchać - mówi.

„Ludzie pytają, kiedy wrócę”

Przez około pół roku Sailor praktycznie zniknął z mediów społecznościowych. Jak sam przyznaje, celowo dawkuje sobie internet i obecność w sieci. Nie spodziewał się jednak, że ludzie aż tak to zauważą.

Zaczepiali mnie nawet w Biedronce. Pytali, czemu mnie nie ma i czemu nic nie wrzucam. Mówili, że fajnie to robię i dobrze im się to ogląda - opowiada.

I właśnie wtedy zrozumiał, że jego materiały są dla ludzi czymś więcej niż zwykłymi filmikami ze statku.

Ktoś siedzi smutny w domu, a ja wrzucę coś z tej Holandii i komuś poprawia się humor - mówi.

To chyba najlepiej pokazuje, dlaczego ludzie tak chętnie wracają do jego historii. Nie ma tam udawania ani sztucznego budowania wizerunku. Jest zwykły człowiek, który pokazuje swoją codzienność i drogę, jaką przeszedł.

„Nie każdy ma łatwy start”


W rozmowie Krystian wraca też do bardziej osobistych doświadczeń. Mówi o stracie bliskiej osoby, chorobie w rodzinie i momentach, w których człowiek zostaje z problemami praktycznie sam.

Nie opowiada o tym po to, żeby kogokolwiek obwiniać. Bardziej po to, żeby pokazać, że życie potrafi mocno doświadczyć człowieka, a mimo tego trzeba znaleźć siłę, żeby iść dalej.

Chciałbym, żeby w tym artykule było coś dla ludzi, którzy nie dostali od życia łatwego startu. Oni też potrafią coś osiągnąć. Trzeba w siebie wierzyć i ciężko pracować mimo przeciwności - mówi.

Krystian nie próbuje wybielać swojej historii ani robić z siebie człowieka idealnego.

Ja też nie jestem święty. Mam za sobą błędy i ciężkie momenty - przyznaje.

I właśnie dlatego jego historia brzmi tak prawdziwie. Nie jest opowieścią o kimś, kto zawsze szedł prostą drogą. To historia człowieka, który wie, czym są potknięcia, strata, samotność i trudniejsze momenty życia. A jednak dziś może powiedzieć, że jest marynarzem, ma swoją pasję i zbudował coś, z czego jest dumny.

„Każdy z nas jest wartościowy”

Krystian bardzo mocno podkreśla, że nie chce, aby jego historia była opowieścią o ocenianiu kogokolwiek. Jak mówi, każdy człowiek ma własną drogę, swoje doświadczenia i ciężary, których często nie widać z zewnątrz.

Bardzo chciałbym przekazać ludziom, że każdy z nas jest wartościowy. Każdy zasługuje na dobro i szczęście. Nie oceniajmy drugiego człowieka przez pryzmat tego, jak wygląda, co ma albo skąd pochodzi - mówi.

I dodaje słowa, które wydają się najważniejsze w całej tej historii.

Każdy z nas miał inną ścieżkę. Najpierw wejdź w czyjeś buty, przejdź kawałek jego drogi, a dopiero potem próbuj oceniać.

To właśnie w tym najlepiej widać Krystiana. W człowieku, który mimo własnych doświadczeń nadal potrafi patrzeć na innych z empatią i spokojem.

„Najważniejsze jest dobro”


Krystian dużo mówi o ludziach. O tym, że niezależnie od zawodu każdy człowiek ma swoją wartość.

Dla mnie każdy człowiek ma w sobie coś wartościowego i wszyscy jesteśmy sobie potrzebni. Potrzebni są nam zarówno listonosze, malarze, jak i ludzie wykonujący każdy inny zawód - mówi.

To podejście przewija się przez całą rozmowę. Sailor interesuje się psychologią, emocjami i tym, jak doświadczenia z życia wpływają na człowieka. Był nawet na pierwszym roku psychologii, choć później trudno było mu pogodzić studia z pracą na statku. Mimo tego nadal dużo czyta i interesuje się tym tematem.

Najważniejsze jest dobro i bycie dobrym człowiekiem - dodaje.

Historia bez udawania

Krystian nie próbuje robić z siebie internetowej gwiazdy ani człowieka sukcesu z okładki. I być może właśnie dlatego jego historia działa na ludzi tak mocno- bo nie ma w niej udawania.

Jest człowiek, którego życie od początku wymagało charakteru. Człowiek, który znalazł swoją pasję i pokazuje innym, że nawet po cięższym starcie można zbudować własne życie i być z niego po prostu dumnym.

Nie każdy wybiera miejsce, z którego startuje. Ale każdy może zdecydować, w którą stronę chce płynąć.

 

Źródło: rozmowa i materiały przekazane przez Krystiana Łuczaka

TikTok Sailora

Więcej materiałów Krystiana z życia marynarza śródlądowego, Holandii i codzienności na statku znajdziecie na jego TikToku.

Przejdź do profilu @sailor852