Klemens Szczepaniak po wygranej w Oleśnicy: „To była jedna z lepszych gal, na jakich walczyłem” - Oleśnica - nowinyolesnickie.pl

 

Fot. UM Oleśnica 

Wygrana, która dała mocny sygnał, duża pewność przed wejściem do ringu i bardzo wysoka ocena całego wydarzenia. Po gali boksu w Oleśnicy porozmawialiśmy z Klemensem Szczepaniakiem, który wrócił do swojego zwycięskiego występu, atmosfery gali, zmian po ostatniej walce i planów na przyszłość.

Jak zapamiętasz swoją walkę podczas gali w Oleśnicy i co było dla Ciebie najważniejsze w tym występie?

Ta walka na pewno zostanie ze mną na długo. Myślę, że pokazałem się z dobrej strony i udowodniłem, na co mnie stać. To właśnie było dla mnie najważniejsze, wyjść do ringu i dać kibicom oraz sobie samemu mocny sygnał, że jestem gotowy na kolejne wyzwania.

Jakie emocje towarzyszyły Ci przed wejściem do ringu?

Przed wejściem do ringu czułem przede wszystkim spokój. Wiedziałem, ile pracy włożyłem w przygotowania, a kiedy robię coś, zawsze daję z siebie sto procent. To dawało mi pewność. Od początku wierzyłem, że ta walka ułoży się po mojej myśli, bo za tym stało ogromne poświęcenie i solidnie wykonana robota.

Jak duże znaczenie miało dla Ciebie to zwycięstwo?

To zwycięstwo miało dla mnie bardzo duże znaczenie. Walczy się po to, żeby wygrywać, ale nie każda wygrana smakuje tak samo. Ta przyszła w ważnym momencie i dała mi mentalnego kopa.

Była to pierwsza tak duża impreza bokserska w Oleśnicy i z naszej perspektywy została zorganizowana na bardzo wysokim poziomie. Chcieliśmy więc poznać także ocenę gali z punktu widzenia zawodnika.

Jak oceniasz galę w Oleśnicy pod względem organizacji, atmosfery i poziomu sportowego?

Gala w Oleśnicy była na naprawdę wysokim poziomie. Wszystko było dopięte na ostatni guzik – organizacja, przebieg i tak dalej. Śmiało mogę powiedzieć, że to jedna z lepszych gal, na jakich walczyłem. Do tego świetna publiczność... było czuć, że to prawdziwi kibice boksu, a ich doping niósł mnie w ringu. Duże wrażenie zrobiła też obecność znanych postaci boksu. Widać było ogromne zaangażowanie Wojciecha Bartnika, które przełożyło się na jakość całego wydarzenia. No i dla mnie dodatkowym wyróżnieniem był występ w co-main evencie.

Co było największym atutem tej gali, a czy z perspektywy zawodnika widzisz coś do poprawy?

Największym atutem tej gali była atmosfera i możliwość bezpośredniego kontaktu z utytułowanymi polskimi pięściarzami. Takie sytuacje nie zdarzają się często. Andrzej Gołota, tak doświadczony pięściarz, przyleciał aż z USA. Świetna sprawa. Szczerze mówiąc, trudno mi wskazać coś do poprawy, bo całe wydarzenie – od miejsca, przez organizację, po klimat – robiło mega wrażenie.

Po ostatniej walce mówiłeś o zmianach. Co konkretnie udało się poprawić?

Po mojej ostatniej walce wyciągnęliśmy konkretne wnioski i moi trenerzy wprowadzili zmiany. Skupiliśmy się mocno na szybkości i to przyniosło efekty, czułem to w ringu. Równocześnie pracowaliśmy nad siłą ciosu, żeby moje akcje były jeszcze bardziej odczuwalne dla rywali. Nie przestaję się jednak rozwijać, nie popadam w samozachwyt, zawsze może być jeszcze lepiej, perfekcyjnie.

Twój styl walki często kojarzony jest z ofensywą i determinacją. Jak dziś na to patrzysz?

Mój styl walki zawsze był ofensywny i to się nie zmienia, w tym czuję się najlepiej. Natomiast ofensywa nie wyklucza opanowania czy ringowej inteligencji. Z każdą walką dochodzi doświadczenie i większa kontrola nad tym, co dzieje się między linami. Nigdy nie chcę „urwać głowy” przeciwnikowi, bo nie o to chodzi, a o przemyślane ciosy... Już w czasach boksu olimpijskiego i występów w kadrze narodowej słyszałem, że jestem zawodnikiem stworzonym do boksu zawodowego i dziś to tylko potwierdzam.

Które momenty w swojej dotychczasowej drodze uważasz za najważniejsze?

Na mojej drodze było kilka przełomowych momentów. Pierwszym było rozpoczęcie treningów z trenerem Krzysztofem Prażuchem w Krakowie. Od tego wszystko się zaczęło, a trener nadal jest ze mną. Kolejnym, ogromnym krokiem było powołanie do kadry narodowej – to otworzyło mi furtkę do świata boksu na wyższym poziomie. Dużą rolę na tym etapie odegrał Wojciech Bartnik. Następnym ważnym etapem była decyzja o przejściu na zawodowstwo, niecałe dwa lata temu, i podpisanie kontraktu z Tymex Boxing Promotion. Wiem, że jestem w dobrych rękach i się rozwijam.

Jakie są dziś Twoje najbliższe cele i dalsze marzenia?

Najbliższy cel, który chcę zrealizować, to walka o pas międzynarodowego mistrza Polski. Taki pierwszy pas na rozgrzewkę. Dalej patrzę w stronę mistrzostwa Europy, a docelowo pragnę sięgać po najwyższe możliwe tytuły. I mam nadzieję, że tak będzie. Z mojej strony zrobię wszystko w tym kierunku.

Co chciałbyś przekazać kibicom z Oleśnicy?

Chciałbym bardzo podziękować kibicom obecnym w Oleśnicy. Zarówno znajomym, którzy przyjechali dla mnie setki kilometrów, jak i tym, którzy wspierali mnie, choć się osobiście nie znamy. Wasz doping i każda zbita piątka podczas wchodzenia na ring dodawały skrzydeł.

 Po zwycięskim występie w Oleśnicy Klemens Szczepaniak jasno pokazuje, że patrzy już dalej. Udana walka była dla niego ważnym momentem, ale jeszcze ważniejsze są kolejne cele, nad którymi pracuje z pełnym przekonaniem.

Już niebawem na nowinyolesnickie.pl opublikujemy kolejne materiały związane z galą boksu w Oleśnicy. A na pytania dotyczące wygranej oraz wydarzenia odpowie nam " Czeski Koszmar" Lukáš Dekyš.

Źródło: wywiad własny nowinyolesnickie.pl z Klemnsem Szczepaniakiem.