>

Od pierwszego kopnięcia piłki po Ruch Chorzów. Ojciec Krystiana Rostka opowiada o drodze, której nie widać z trybun


Dziś ma 18 lat, gra w seniorskiej piłce, reprezentuje Ruch Chorzów i zakłada koszulkę z orzełkiem na piersi. Kiedy jednak Krystian Rostek zaczynał swoją przygodę z futbolem, nikt nie mógł wiedzieć, dokąd zaprowadzi go ta droga. Za każdym treningiem, turniejem i kolejnym sportowym krokiem stała rodzina. Setki godzin w samochodzie, tysiące kilometrów, trudniejsze chwile, rozmowy po porażkach i jedna zasada, która przez lata się nie zmieniła – wspierać, ale nie zmuszać.

O tej części historii Krystiana mówi się zdecydowanie rzadziej. Bo kiedy młody piłkarz wychodzi dziś na murawę w barwach Ruchu Chorzów, widzimy kilkadziesiąt minut meczu. Nie widzimy kilkunastu lat, które doprowadziły go do tego miejsca. O tym, jak wyglądała ta droga od środka, opowiedział nam jego tata, Artur Rostek.

Wszystko zaczęło się od... PlayStation

Krystian nie był dzieckiem, którego od pierwszych miesięcy życia trzeba było odciągać od piłki. Jego historia zaczęła się trochę inaczej. W domu pojawiła się gra piłkarska na PlayStation. Wcześniej oglądał z rodziną mecze, ale prawdziwy impuls pojawił się wtedy, gdy sam zaczął grać. Miał około pięciu lat.

Zagrał i powiedział: „Tato, chodź, pójdziemy zagrać w piłkę – wspomina Artur Rostek.

Wyszli więc razem pokopać. Później zrobili to kolejny raz. Bardzo szybko okazało się, że nie będzie to tylko chwilowa dziecięca fascynacja. Co ciekawe, na samym początku Krystian nie zawsze grał w polu – stawał także na bramce. Futbol wciągał go jednak coraz mocniej. Jeszcze przed ukończeniem sześciu lat trafił do Akademii Piłkarskiej Oleśnica.

Po kilku miesiącach trenował ze starszymi

źródło: archiwum rodziców Krystiana Rostka

Różnica była zauważalna bardzo szybko. Jak wspomina jego tata, Krystian zaledwie kilka miesięcy trenował z rówieśnikami, zanim został przesunięty do grupy o rok starszej. Nie chodziło wyłącznie o szybkość czy technikę.

Inne dzieci w tym wieku jeszcze czasami po prostu kopały piłkę. Krystian wiedział, co chce z nią zrobić – opowiada jego ojciec.

Było też coś jeszcze: chciał trenować. Nie dlatego, że rodzice kazali. Potrafił skończyć półtoragodzinne zajęcia i poprosić ojca, żeby został jeszcze na kolejnym treningu.

Ja nie wywierałem na niego nacisku. Jeżeli mówił: „Tato, chciałbym zostać jeszcze na drugi trening”, to zostawaliśmy – wspomina Artur.

Zdarzało się nawet, że trenerzy zwracali uwagę, czy młody zawodnik nie trenuje zbyt dużo. Ojciec odpowiadał wtedy, że inicjatywa wychodzi od samego Krystiana. To ważny fragment tej historii, bo przez kolejne lata jedna rzecz się nie zmieniała: piłka miała być jego wyborem.

Śląsk Wrocław? Najpierw powiedział „nie”

źródło: Archiwum rodziców Krystiana Rostka

Kolejnym etapem był Śląsk Wrocław. Dla młodego zawodnika przejście do jednej z największych akademii w regionie oznaczało ogromną szansę. Dla rodziny – zupełnie nową organizację życia. Zanim jednak do tego doszło, Krystian wcale nie rzucił wszystkiego przy pierwszej okazji.

Był bardzo związany z Oleśnicą, swoją drużyną i kolegami. Rodzice pamiętają sytuację, kiedy dostał możliwość wyjazdu ze Śląskiem na obóz, ale odmówił. Chciał zostać ze swoim zespołem. W końcu po jednym ze spotkań podjął decyzję sam.

Trener zapytał go, czy przychodzi do Śląska. Krystian wtedy zdecydował, że idzie – wspomina ojciec.

Nie rodzice. Nie trener. Krystian. To był początek kolejnego rozdziału.

Trzy, cztery razy w tygodniu do Wrocławia

Od tego momentu talent przestał wystarczać. Zaczęła się logistyka, której kibic oglądający dzisiaj Rostka na stadionie nigdy nie zobaczy. Treningi we Wrocławiu kilka razy w tygodniu, mecze, turnieje, weekendy podporządkowane piłce, wyjazdy po Polsce, a później również po Europie – między innymi do Niemiec, Belgii czy Holandii.

Największa część obowiązków związanych z wożeniem syna spadła na ojca.

Woziłem go trzy, cztery razy w tygodniu na treningi do Wrocławia. Weekendy, turnieje, wyjazdy po Polsce i Europie – opowiada.

Czy miał kiedyś moment, kiedy pomyślał: „Mam już dość”? Odpowiada natychmiast: nigdy. Nie oznacza to, że rodzina nie była zmęczona. Po prostu nikt nie traktował tego jako ciężaru. W sportowej drodze Krystiana uczestniczyli wszyscy – mama, tata i siostra. Kiedy jedno nie mogło, pomagało drugie.

Kapitan, który nie wyszedł w finale

Dzisiejszą historię młodego zawodnika łatwo przedstawić jako prostą linię: talent, Śląsk, reprezentacja, Ruch Chorzów. Tyle że sport tak nie wygląda. Bywały nagrody MVP, wyróżnienia i powołania. Bywały też momenty, w których młodemu chłopakowi trudno było zrozumieć decyzje trenerów.

Jeden z nich Artur Rostek pamięta szczególnie. Finał Pucharu Polski U15. Krystian był kapitanem zespołu, ale nie znalazł się w wyjściowym składzie.

Wtedy potrzebował rodziców. Było widać, że bardzo go to podłamało – przyznaje jego tata.

Właśnie w takich momentach rodzice stawali się najważniejsi. Nie wtedy, kiedy wracało się z medalem, lecz wtedy, kiedy następnego dnia znów trzeba było założyć korki i pojawić się na treningu.

„Jak jesteś na kolanach, trzeba wstać”

fot. Ruch Chorzów

Artur Rostek podczas naszej rozmowy wielokrotnie wraca do jednego słowa: charakter. To samo słowo pojawia się dziś również w rozmowach o Krystianie jako zawodniku. Zdaniem ojca ta cecha nie pojawiła się nagle po wejściu do seniorskiej szatni. Budowała się przez lata.

Były momenty, kiedy zastanawiał się, czy może powinien zmienić klub. Ale nigdy nie powiedział, że nie chce już grać w piłkę – wspomina.

Przez wszystkie lata był właściwie tylko jeden moment, kiedy Krystian powiedział ojcu, że nie chce iść na trening. Bolały go nogi. Ojciec zaproponował wtedy, żeby po prostu pojechali, a później zobaczą, jak będzie się czuł. Pojechał. I trenował.

„Każdy ma Messiego w domu”

Rozmowa z Arturem Rostkiem szybko przestaje być tylko historią jednego młodego piłkarza. Staje się również opowieścią o rodzicielstwie w sporcie. Przez kilkanaście lat widział setki młodych zawodników i wielu rodziców stojących obok boiska.

Każdy ma Messiego w domu – mówi.

Talent własnego dziecka łatwo przecenić. Jeszcze łatwiej zacząć realizować poprzez nie własne ambicje. W domu Rostków miało to wyglądać inaczej. Kiedy było dobrze – była radość. Kiedy było źle – nikt nie udawał, że wszystko było idealne.

Ojciec potrafił powiedzieć synowi, że coś zrobił źle. Krystian nie zawsze zgadzał się z nim od razu. Po czasie nieraz przyznawał jednak, że w pewnych sprawach tata miał rację. Jednocześnie rodzice starali się nie przekraczać granicy pomiędzy wsparciem a sterowaniem karierą.

Dziś Artur sam przyznaje, że na obecnym poziomie jego syn zna futbol zdecydowanie lepiej od niego. Dlatego przed meczami nie próbuje wcielać się w trenera.

Bądź sobą. Wychodź i graj – mówi mu przed spotkaniami.

Po meczu mogą wspólnie obejrzeć występ i zastanowić się, co można poprawić.

Talent talentem. Ale co z życiem nastolatka?

Jest jeszcze jeden element, o którym w rozmowach dotyczących szkolenia młodych piłkarzy mówi się znacznie mniej – dorastanie. Nawet najbardziej utalentowany 15- czy 16-latek pozostaje nastolatkiem. Pojawiają się koledzy, pokusy, chęć spróbowania życia poza treningami.

Jak Rostkom udało się przejść przez ten okres? Ojciec wskazuje przede wszystkim na rozmowę i charakter syna. Krystian od najmłodszych lat był spokojny. Nie szukał ciągle nowych wrażeń. Jego codzienność przez długi czas była bardzo prosta: szkoła, trening, dom.

Kosztem były rzeczy, które dla innych nastolatków są czymś zupełnie normalnym – mniej czasu dla kolegów, mniej spontanicznych wyjść, mniej zwyczajnego dzieciństwa bez zegarka i planu treningowego.

Całe jego życie było związane z piłką – mówi Artur.

I znów podkreśla: nie dlatego, że ktoś go do tego zmuszał. Krystian tego chciał.

Ojciec długo pozostawał sceptyczny

Co ciekawe, mimo kolejnych sukcesów Artur Rostek długo nie zakładał, że jego syn na pewno zostanie zawodowym piłkarzem. Rozmawiał wcześniej z ludźmi ze środowiska i wiedział, jak niewielki procent dzieci trafiających do akademii dochodzi później do profesjonalnego futbolu.

Dlatego zamiast budować w domu przekonanie, że kariera jest czymś pewnym, koncentrowano się na pracy. Nawet dzisiaj ta zasada pozostaje aktualna.

Dobry mecz? Można się cieszyć. Następnego dnia jest trening.

Wczoraj było fajnie. Dzisiaj wracamy do treningu i pracujemy dalej – tak ojciec opisuje podejście, które przez lata starali się wpajać synowi.

Orzeł na piersi. „Uczucie nie do opisania”



Są jednak momenty, podczas których trudno zachować chłodną głowę. Jednym z nich było zobaczenie syna w reprezentacji Polski.

Kiedy pytamy Artura Rostka, co czuje ojciec, stojąc przed własnym dzieckiem ubranym w biało-czerwoną koszulkę z orłem na piersi, odpowiedź przychodzi natychmiast.

Uczucie nie do opisania. Naprawdę coś pięknego. Łzy w oczach.

Kilkunastoletnia droga nagle mieści się w kilku chwilach. Pierwsze kopnięcia piłki w Oleśnicy, treningi, samochód do Wrocławia, turnieje, porażki, momenty zwątpienia i w końcu hymn reprezentacji Polski, podczas którego na murawie stoi własny syn.

Śląsk był częścią życia. Potem przyszła decyzja o Ruchu

fot. WKS Śląsk Wrocław

Kolejną wielką decyzją było odejście ze Śląska Wrocław. Dla rodziny wcale nie była ona oczywista. Szczególnie że Artur Rostek sam jest emocjonalnie związany ze Śląskiem, a przez lata właśnie z tym klubem związana była praktycznie cała piłkarska codzienność jego syna.

Krystian miał jednak własne zdanie. Był zdecydowany na Ruch Chorzów.

Powiedziałem mu tylko: „Krystian, musimy być pewni, bo jeżeli zrobimy ten krok, nie ma już powrotu”. Odpowiedział, że jest pewien na sto procent – wspomina ojciec.

Dzisiaj uważa, że była to bardzo dobra decyzja. 18-latek stopniowo dostaje kolejne minuty w seniorskiej drużynie. Rodzina obserwuje każdy występ, analizuje mecze i – podobnie jak robiła to przez poprzednie lata – stara się zachować spokój.

Krytyka jest częścią tego świata

W profesjonalnej piłce pojawiło się też coś nowego – oceny tysięcy ludzi. Młody zawodnik czyta internet, widzi komentarze i wie, kiedy zagrał dobrze, a kiedy pojawiają się krytyczne opinie.

Ludzie różnie piszą. On już tego tak nie bierze do serca. Jeżeli coś jest nie tak, potrzebuje chwili resetu, a następnego dnia wstaje i robi swoje – mówi ojciec.

Rodzina także uczy się nowej rzeczywistości. Po słabszym spotkaniu czasami najlepszą pomocą nie jest kolejna godzina rozmowy o futbolu. Czasami trzeba po prostu pozwolić zawodnikowi się odciąć. Krystian sam mówi bliskim, że kiedy wchodzi na boisko, wyłącza świat zewnętrzny. Zostaje mecz.

Rodzina nadal jest obok. Codziennie

źródło: archiwum rodziców Krystiana Rostka 

Krystian mieszka już poza domem i coraz więcej decyzji podejmuje sam. Seniorska piłka oznacza kolejny etap samodzielności. Nie oznacza jednak, że kontakt z rodziną stał się słabszy.

Codziennie jesteśmy w kontakcie. Od rana do wieczora. Piszemy, dzwonimy. Ja, żona, siostra – mówi ojciec Krystiana Rostka.

Jeżeli pojawia się problem, Krystian wie, że może zadzwonić. Rodzice wiedzą jednocześnie, że ich rola się zmienia. Kiedyś trzeba było zapakować dziecko do samochodu i zawieźć na trening. Dzisiaj trzeba umieć pozwolić mu podejmować własne decyzje.

Mamy do niego pełne zaufanie. Wiemy, co chce robić i jak chce to robić – podkreśla jego tata.

Z czego ojciec jest najbardziej dumny?

Można byłoby wymienić występy w reprezentacji, debiut w seniorskiej piłce, transfer do Ruchu, mecze, turnieje i wyróżnienia. Artur Rostek odpowiada jednak inaczej.

Z jego determinacji.

Jedno słowo. Być może najważniejsze w całej tej historii. Bo zanim przychodzą stadiony, kontrakty i reprezentacyjne powołania, są tysiące zwyczajnych dni, podczas których trzeba wstać, spakować torbę i pojechać na kolejny trening. Także wtedy, kiedy poprzedni mecz nie wyszedł. Także wtedy, kiedy trener podjął decyzję, która boli. Także wtedy, kiedy koledzy mają wolny weekend. Także wtedy, kiedy nikt jeszcze nie wie, czy z tej całej pracy kiedykolwiek powstanie zawodowy piłkarz.

Co powiedziałby rodzicom dzieci z akademii?

Dzisiaj w akademiach piłkarskich w całej Polsce trenują tysiące dzieci. Wielu rodziców stoi przy liniach bocznych i zastanawia się dokładnie nad tym samym: czy moje dziecko może kiedyś dojść wysoko?

Artur Rostek nie obiecuje nikomu recepty na zawodowego piłkarza. Nie mówi o dodatkowych treningach, najlepszych korkach czy szukaniu największego klubu. Wskazuje na coś znacznie prostszego.

Wierzyć. Pomagać mu, jeżeli ma się taką możliwość. Nie każdy rodzic może zrobić wszystko, ale najważniejsza jest chyba właśnie wiara – mówi.

I dodaje jeszcze jedno słowo: skromność.

Przez kilkanaście lat obserwował wielu świetnie zapowiadających się chłopców. Nie każdy dotarł do seniorskiego futbolu. Dlatego w domu Rostków nie ma przekonania, że cel został już osiągnięty.

Jest 18-letni chłopak z Oleśnicy, który spełnia marzenie, o którym mówił jako dziecko. Jest Ruch Chorzów. Jest reprezentacja. Są coraz większe stadiony i coraz większe wymagania. Ale następnego dnia po dobrym meczu nadal trzeba wstać i pojechać na trening. Tak samo jak kilkanaście lat temu.

Tylko droga prowadzi już znacznie dalej niż z domu na pierwsze boisko w Oleśnicy.

fot. Ruch Chorzów


Źródło: rozmowa własna Nowin Oleśnickich z Arturem Rostkiem, ojcem Krystiana Rostka.