Puścić małą dłoń. Co dzieje się za drzwiami żłobka, kiedy rodzic już wychodzi?
Są takie drzwi, przed którymi czasem trudniej zatrzymać emocje dorosłemu niż dziecku. Rodzic poprawia kurtkę, jeszcze raz przytula, mówi „zaraz wrócę”, choć doskonale wie, że to „zaraz” potrwa kilka godzin. Mała dłoń puszcza dużą. Drzwi żłobka się zamykają. I właśnie wtedy zaczyna się świat, którego rodzice przez większą część dnia nie widzą.
Po drugiej stronie zostają opiekunki. To one mają uspokoić płacz, odwrócić uwagę, znaleźć ulubioną zabawkę, pomóc przy obiedzie, wytrzeć łzy, rozdzielić mały konflikt, pochwalić pierwszą samodzielną próbę i sprawić, żeby obce jeszcze niedawno miejsce powoli zaczęło kojarzyć się dziecku z bezpieczeństwem.
Asia wybrała pracę z najmłodszymi trochę także przez własne doświadczenia. Gdy jej dziecko zaczęło chodzić do żłobka, zobaczyła, jak ogromne znaczenie ma indywidualne podejście.
Duży wpływ miało też moje doświadczenie jako rodzica. Moje dziecko uczęszczało do żłobka, w którym zabrakło mi indywidualnego podejścia i troski. Pomyślałam wtedy, że chciałabym dawać dzieciom poczucie bezpieczeństwa, akceptacji i wsparcia – mówi.
To zdanie chyba najlepiej tłumaczy, czym dla niej jest ta praca. Bo przy najmłodszych trudno wszystko zamknąć w harmonogramie. Owszem, jest rytm dnia. Posiłki, odpoczynek, zabawa, spacer, czynności higieniczne. Dzieci potrzebują powtarzalności, ponieważ przewidywalność daje im poczucie bezpieczeństwa. Ale pomiędzy kolejnymi punktami planu dzieje się całe życie.
Jedno dziecko dziś nie chce puścić mamy. Drugie jest obrażone na cały świat. Trzecie właśnie odkryło coś, co dla dorosłego jest zupełnie zwyczajne, a dla niego okazuje się wydarzeniem dnia.
I chyba właśnie w tym tkwi jeden z najciekawszych paradoksów pracy w żłobku. Dorosły przychodzi tam opiekować się dzieckiem, a po pewnym czasie sam zaczyna przypominać sobie rzeczy, o których zdążył zapomnieć.
Asia wymienia ciekawość, autentyczność, radość z prostych rzeczy i umiejętność szybkiego odpuszczania. Dzieci potrafią pokłócić się o zabawkę tak, jakby ważyły się losy świata, a kilka minut później znowu bawić się razem. Bez tygodni ciszy, analizowania wiadomości i zastanawiania się, kto powinien przeprosić pierwszy.
Może czasem naprawdę można się czegoś od nich nauczyć.
Najtrudniejszy jest pierwszy krok
Początki bywają jednak trudne. Dla dziecka żłobek oznacza nowe miejsce, nowe twarze, nowy rytm i przede wszystkim rozstanie z osobą, która do tej pory była centrum jego świata.
Dla rodzica również.
Na początku rodzice najczęściej obawiają się, czy dziecko poradzi sobie z rozstaniem, zaaklimatyzuje się w nowym miejscu. Najważniejsze jest jednak zapewnienie rodziców, że adaptacja to naturalny proces i jesteśmy po to, by wspierać zarówno dziecko, jak i rodziców, którzy nierzadko mają większy problem z rozstaniem – przyznaje Asia.
I coś w tym jest.
Dziecko może po chwili zainteresować się klockami, samochodem albo innym dzieckiem. Rodzic tymczasem zdąży już w drodze do pracy trzy razy zastanowić się, czy płacze, czy zjadło śniadanie i czy może jednak nie należało poczekać z tym żłobkiem jeszcze miesiąc.
Opiekunka w takiej chwili zajmuje się więc trochę dwiema stronami. Dzieckiem, które zostało w sali, i dorosłym, który wyszedł za drzwi.
Dlatego Asia podkreśla rolę współpracy z rodzicami. To oni najlepiej znają własne dziecko. Informacja o gorszej nocy, zmianie zachowania, ulubionej zabawce czy czymś, czego maluch szczególnie się boi, może dla opiekunki znaczyć więcej niż najbardziej szczegółowy podręcznik.
Dobra komunikacja, wzajemny szacunek i zaufanie pozwalają wspólnie dbać o potrzeby dziecka – mówi.
To nie brzmi spektakularnie. Nie da się z tego zrobić wielkiego hasła. Ale właśnie na takich pozornie małych rzeczach buduje się poczucie bezpieczeństwa dziecka.
Bezpieczeństwo przed nauką
Rodzice chcą dla dzieci jak najlepiej. Czasami tak bardzo, że już na początku zastanawiają się nad zajęciami, rozwojem, językami, zabawami edukacyjnymi i wszystkim, co ma dać ich dziecku dobry start.
Tymczasem na początku najważniejsze może być coś znacznie prostszego.
Bezpieczeństwo.
W żłobku najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa, bez tego dziecko nie będzie gotowe ani do zabawy, ani do nauki. Tak naprawdę u najmłodszych nauka odbywa się właśnie przez zabawę – tłumaczy Asia.
Dla kilkulatka nauką może być przecież samodzielne jedzenie. Próba ubrania się przed spacerem. Odłożenie zabawki. Poczekanie przez chwilę na swoją kolej. Powiedzenie albo pokazanie, że czegoś nie chce.
Dla dorosłego to drobiazgi. Dla dziecka kolejne kawałki samodzielności.
Opiekun nie powinien więc wykonywać wszystkiego za nie. Czasami największą pomocą jest właśnie cierpliwość. Pozwolenie, żeby but przez chwilę nie chciał wejść na właściwą nogę, łyżka nie trafiała idealnie do buzi, a układanka uparcie nie pasowała.
Wspieranie dzieci polega na cierpliwym towarzyszeniu im w codziennych czynnościach, zachęcaniu do samodzielności – podkreśla Asia.
To „towarzyszenie” jest tutaj chyba słowem kluczowym.
Nie wyręczanie. Nie przyspieszanie. Towarzyszenie.
Opiekunka, organizator, pocieszyciel i… detektyw
Z zewnątrz dzień w żłobku może wydawać się uporządkowany. Dla osoby znajdującej się w środku rzeczywistość potrafi jednak zmienić się w ciągu kilkunastu sekund.
Bo kiedy w jednym miejscu spotyka się grupa małych ludzi, z których każdy ma własne emocje, potrzeby i pomysły, spokój jest pojęciem dość względnym.
Asia opisuje to z uśmiechem:
Trzeba być jednocześnie opiekunem, organizatorem, pocieszycielem i detektywem, który musi odnaleźć zaginioną maskotkę.
I prawdopodobnie każdy rodzic wie, że zaginięcie TEJ konkretnej maskotki może być sprawą zdecydowanie większej wagi niż niejeden dorosły kryzys.
W tej pracy cierpliwość nie jest więc dodatkiem do CV. Jest podstawowym wyposażeniem.
Podobnie jak empatia. Umiejętność zauważenia, że dziecko nie płacze „bez powodu”, nawet jeżeli tego powodu nie potrafi jeszcze nazwać. Czasem potrzebuje przytulenia, czasem chwili spokoju, a czasem po prostu obecności kogoś, kto nie będzie wymagał natychmiastowego uśmiechu.
Asia mówi, że stara się poświęcać uwagę każdemu dziecku, obserwować jego potrzeby i reagować nawet na „wielkie-małe” emocje.
Bo dla dorosłego złamany herbatnik może być niczym.
Dla dwulatka przez kilkanaście sekund może być końcem świata.
„Widzę cię”
W pracy z najmłodszymi nie zawsze potrzebne są wielkie słowa. Czasami najważniejszy okazuje się uśmiech, rozmowa, gest i pokazanie dziecku: jestem tutaj, zauważyłam cię.
Rozmowa, uśmiech i małe gesty, które pokazują dziecku: widzę cię i jesteś dla mnie ważny – mówi Asia.
Być może właśnie to zdanie zostaje najmocniej.
Bo żłobek dla dorosłych jest instytucją. Ma regulamin, godziny otwarcia, sale, posiłki i plan dnia.
Dla małego dziecka nie istnieje jednak żadna „instytucja”.
Są konkretne twarze. Czyjeś ręce, które przytulą, gdy robi się smutno. Głos, który uspokaja. Ktoś, kto pamięta, że kubek musi być właśnie ten. Ktoś, kto zauważy pierwszą samodzielnie zjedzoną łyżkę obiadu.
I rodzic, który po kilku godzinach znowu pojawi się w drzwiach.
Pierwsze dni mogą być trudne. Mogą pojawić się łzy. Czasami dziecka, czasami mamy albo taty, kiedy już nikt nie widzi.
Ale któregoś dnia może przyjść również ten moment, którego część rodziców początkowo zupełnie się nie spodziewa.
Dziecko wchodzi do sali bez płaczu.
Za chwilę pojawia się uśmiech. Ulubiona zabawka. Kolega albo koleżanka.
Mała dłoń, którą jeszcze niedawno tak trudno było puścić, puszcza rękę rodzica sama.
I biegnie przed siebie.
Źródło: rozmowa własna NowinyOlesnickie.pl z Asią, opiekunką dziecięcą Chatka Puchatka
