Jedzie przez Polskę dla dwóch chłopców. Tomasz ze Smardzowa walczy z kilometrami i pogodą - Oleśnica - nowinyolesnickie.pl
Deszcz pada nieprzerwanie. Krople uderzają o asfalt, ubranie jest mokre od wielu godzin, a zmęczenie narasta z każdym kilometrem. Mimo to Tomasz Karczyński nie zatrzymuje się. Gdy wielu z nas chowa się przed niepogodą pod dachem, on od czwartkowego poranka przemierza Polskę na rowerze, realizując niezwykłą trasę z Głuchołaz na Hel.
Ta historia nie jest jednak opowieścią wyłącznie o sporcie.
Najważniejszy cel znajduje się daleko poza linią mety.
Mieszkaniec Smardzowa od lat udowadnia, że aktywność fizyczna może mieć głębszy sens. Regularnie bierze udział w biegach OCR, zdobywa górskie szlaki, morsuje i podejmuje wyzwania wymagające ogromnej determinacji. Każdy kolejny start i każda kolejna wyprawa były krokiem do czegoś większego.
Tak jest również tym razem.
Pokonując setki kilometrów przez Polskę, Tomasz prowadzi zbiórkę dla dwóch chłopców związanych z Gliwicami. Każdy obrót pedałów, każdy kilometr i każda godzina spędzona na trasie mają przypominać o celu, który jest ważniejszy od sportowego wyniku.
Jego sportowe wyczyny od lat niosą ze sobą coś więcej niż tylko osobiste osiągnięcia. Wcześniejsze wyprawy i podejmowane wyzwania były związane z akcjami charytatywnymi oraz zbiórkami na rzecz potrzebujących. Tak jest również tym razem – mówi jego żona Paulina Karczyńska.
Jeszcze dwa lata temu Tomasz przejechał rowerem całą polską linię brzegową, od Świnoujścia aż po Hel. Dziś postanowił podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej.
Wyruszył z Głuchołaz i obrał kurs na najbardziej wysunięty na północ punkt Polski. To setki kilometrów, dziesiątki godzin wysiłku i nieustanna walka z własnymi słabościami.
W piątkowe popołudnie miał już za sobą około 550 kilometrów trasy.
Co szczególnie imponujące, od czwartku od godziny 7 rano praktycznie nieprzerwanie pokonywał kolejne odcinki, jadąc również przez całą noc. Jak się jednak okazało, największym przeciwnikiem nie była ciemność.
Znacznie trudniejsza okazała się pogoda.
Mimo tego Tomasz nie zwalnia.
Według najbliższych konsekwentnie realizuje założony plan, pokazując, że siła charakteru często okazuje się ważniejsza niż idealne warunki.
To właśnie ten upór przyciąga uwagę ludzi śledzących jego wyprawę. Dla jednych jest przykładem sportowej determinacji, dla innych dowodem, że można wykorzystać własną pasję do pomagania innym.
Bo choć licznik kilometrów stale rośnie, najważniejsze liczby znajdują się dziś gdzie indziej – na koncie zbiórki prowadzonej dla chłopców, którym dedykowana jest ta wyprawa.


