Polacy też wyjeżdżają po lepsze życie. Dlaczego tak trudno nam to zrozumieć? - Oleśnica - nowinyolesnickie.pl

 


Pod artykułami o cudzoziemcach w Polsce regularnie pojawiają się komentarze pełne niechęci. Czasem wystarczy informacja o zakupie mieszkania, pracy w polskiej firmie albo przeprowadzce do naszego miasta, by dyskusja natychmiast skręciła w bardzo nieprzyjemną stronę. I właśnie tu pojawia się pytanie, które z naszej redakcyjnej perspektywy jest wyjątkowo ważne: czy naprawdę zapomnieliśmy, że my, Polacy, przez lata robiliśmy dokładnie to samo?

Wyjeżdżaliśmy do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Szwecji, Irlandii czy Hiszpanii. Nie po to, by komuś coś zabrać. Wyjeżdżaliśmy, bo chcieliśmy lepiej zarabiać, spokojniej żyć, utrzymać rodzinę, kupić mieszkanie, spłacić kredyt, zacząć od nowa. Brzmi znajomo? Powinno.

Według Głównego Urzędu Statystycznego pod koniec 2024 roku poza granicami Polski czasowo przebywało około 1,5 mln stałych mieszkańców naszego kraju. Najwięcej w Wielkiej Brytanii i Niemczech. Kolejne duże kierunki to Holandia, Norwegia oraz Irlandia. Za każdą z tych liczb stoją konkretne historie, często bardzo podobne do tych, które dziś piszą w Polsce cudzoziemcy.

W Wielkiej Brytanii mieszkają setki tysięcy osób urodzonych w Polsce. Część z nich wyjechała zaraz po wejściu Polski do Unii Europejskiej, inni później, kiedy w kraju brakowało stabilności, pieniędzy albo perspektyw. Wielu zostało tam na stałe, założyło rodziny, kupiło domy, posłało dzieci do szkół. W Niemczech sytuacja wygląda podobnie. To kraj, do którego Polacy wyjeżdżali od lat, nie tylko do pracy sezonowej, ale też po normalne, codzienne życie.

I dlatego trudno nam zrozumieć, dlaczego tak łatwo przychodzi niektórym ocenianie innych. Gdy Polak wyjeżdża do Londynu, Berlina, Oslo czy Barcelony, mówimy często, że „szuka lepszego życia”. Gdy ktoś z Ukrainy, Białorusi, Indii, Gruzji, Wietnamu czy innego kraju przyjeżdża do Polski, część komentujących widzi już nie człowieka, tylko problem.

To bardzo wygodna, ale też bardzo krzywdząca podwójna miara.

Oczywiście, o migracji trzeba rozmawiać poważnie. Trzeba mówić o rynku mieszkań, cenach najmu, wynagrodzeniach, integracji, szkołach, urzędach i bezpieczeństwie. To są realne tematy, których nie wolno zamiatać pod dywan. Ale czym innym jest rozmowa o polityce państwa, a czym innym obrażanie ludzi tylko dlatego, że urodzili się gdzie indziej.

Bo jeśli cudzoziemiec w Polsce pracuje, płaci podatki, wynajmuje lub kupuje mieszkanie, posyła dzieci do szkoły i próbuje ułożyć sobie życie, to czym to się różni od historii tysięcy polskich rodzin za granicą?

Może różni się tylko tym, że tym razem to my jesteśmy po drugiej stronie komentarzy.

Warto o tym pamiętać, zanim kolejny raz ktoś napisze w internecie coś, czego nie chciałby przeczytać o własnej córce w Anglii, bracie w Niemczech, kuzynie w Norwegii czy znajomej w Hiszpanii.

Migracja nie jest łatwym tematem. Nigdy nie była. Ale zanim zaczniemy mówić o „obcych”, dobrze byłoby przypomnieć sobie, jak często sami byliśmy obcymi w cudzym kraju. I jak bardzo chcieliśmy wtedy, żeby ktoś potraktował nas normalnie.

Źródło: Główny Urząd Statystyczny, dane urzędów statystycznych państw europejskich, opracowania dotyczące migracji Polaków w Europie.