Kiedy dziecku trudno wejść w relacje. Marta z Pro Medis wyjaśnia, jak działają zajęcia TUS - Oleśnica - nowinyolesnickie.pl

 


Nie każde dziecko od razu odnajduje się w grupie. Jedno wycofuje się i milknie, inne reaguje złością, szybko się obraża albo nie radzi sobie z przegraną. Dla rodziców to zwykle pierwszy sygnał, że warto przyjrzeć się temu bliżej. O tym, czym naprawdę są zajęcia TUS i kiedy mogą pomóc, rozmawialiśmy z Martą z Pro Medis Centrum Terapii.

Jak tłumaczy Marta, TUS, czyli Trening Umiejętności Społecznych, to miejsce, w którym dzieci uczą się bycia z innymi ludźmi, ale w bezpiecznych warunkach. Bez ocen, bez presji i bez stresu. To właśnie tu ćwiczą codzienne sytuacje, które dla wielu z nich są po prostu trudne.

To nie są zajęcia, przy których dzieci siedzą przy stoliku z kartką i długopisem. Bardziej przypominają dobrze poprowadzoną zabawę. Są gry, scenki, rozmowy, czasem coś rysujemy, czasem coś odgrywamy. Dzieci uczą się przez działanie – mówi Marta.

Z jej obserwacji wynika, że na takie spotkania trafiają najczęściej dzieci, którym trudno odnaleźć się w relacjach. Czasem rodzice mówią, że dziecko nie ma kolegów albo nie wie, jak podejść do innych. Innym razem problem wygląda inaczej – dziecko szybko się złości, nie radzi sobie z porażką, wybucha. Zdarza się też odwrotna sytuacja: wycofanie, milczenie, chowanie się z boku.

I właśnie wtedy warto się zatrzymać. Bo jak podkreśla Marta, rodzice zwykle czują, że coś jest nie tak. Dziecko nie chce iść na urodziny, nie opowiada o kolegach, wraca smutne albo sfrustrowane. Czasem mówi wprost, że nikt go nie lubi. To są momenty, których nie warto bagatelizować.

W rozmowie usłyszeliśmy też ważną rzecz: nieśmiałość sama w sobie nie jest niczym złym. Problem zaczyna się wtedy, gdy zaczyna dziecko ograniczać. Kiedy nie próbuje, wycofuje się, bardzo się stresuje i z tego powodu rezygnuje z kontaktu z innymi. Wtedy zamiast czekać, lepiej poszukać wsparcia.

Podczas zajęć TUS dzieci uczą się konkretnych umiejętności. Jak powiedzieć „nie”. Jak poprosić o pomoc. Jak zareagować, kiedy ktoś je zdenerwuje. Jak rozpoznawać emocje i lepiej rozumieć innych. To rzeczy bardzo codzienne, ale jednocześnie bardzo potrzebne.

Co ważne, efekty często widać szybciej, niż wielu rodzicom się wydaje. Marta mówi o małych zmianach, które z czasem robią dużą różnicę. Dziecko samo zagada do kolegi. Nie rozpłacze się przy pierwszej trudności. Powie, co myśli. To nie są spektakularne zwroty z dnia na dzień, ale właśnie takie drobne kroki budują realną zmianę.

Najtrudniejsze w tej pracy? Tempo. Tego nie da się przyspieszyć. Dziecko najpierw musi poczuć się bezpiecznie i zaufać. Czasem przez kilka spotkań tylko obserwuje. I to też jest w porządku.

Dużą rolę odgrywają w tym wszystkim rodzice. To oni spędzają z dzieckiem najwięcej czasu i to właśnie w domu utrwalają się nowe umiejętności. Czasem wystarczy zauważyć wysiłek, nazwać emocje, wesprzeć. Ta codzienność naprawdę robi różnicę.

Na koniec Marta zwraca uwagę na coś, co może być dla wielu rodziców najważniejsze: nie trzeba czekać, aż pojawi się poważny problem. Jeśli coś niepokoi, jeśli widać, że dziecku jest trudno, to już jest wystarczający powód, żeby zapytać i skonsultować się ze specjalistą. Czasem jedna rozmowa wiele wyjaśnia.

Na tym właśnie polega sens takich zajęć. Dziecko nie musi zostać samo z tym, że nie wie, jak wejść do grupy, jak rozmawiać, jak reagować. Może się tego spokojnie nauczyć.

Źródło: rozmowa z Martą z Pro Medis Centrum Terapii