>

Kiedy nowotwór przestaje być tylko tematem. Historia mojego taty i ważny apel o badania

 


Na co dzień, kiedy piszę o czyjejś śmierci, chorobie czy tragedii, staram się zachować dystans i dziennikarski ton. Trzymać się faktów, nie dopowiadać emocji za rodzinę i pamiętać, że za każdą informacją stoi czyjś osobisty dramat. Przy tym tekście również próbuję. Nie wiem jednak, czy tym razem mi się uda.

Mój tata chorował na szpiczaka mnogiego. 25 maja 2026 roku zmarł. Od tamtej chwili informacje o nowotworach, badaniach i profilaktyce czytam już inaczej. Nie są dla mnie tylko komunikatem, statystyką czy tematem do opisania. Za nazwą choroby widzę konkretnego człowieka i rodzinę, która razem z nim przechodzi przez kolejne etapy leczenia.

Nie chcę jednak, żeby ten tekst był wyłącznie wspomnieniem o moim tacie. Chcę, żeby był też przypomnieniem o czymś, co bardzo łatwo odkładamy: o własnym zdrowiu.

Badania zrobię później. Do lekarza pójdę, kiedy będzie mniej pracy. Ten ból pewnie przejdzie. Zmęczenie? Każdy jest zmęczony. Zawsze znajdzie się jakiś powód, żeby poczekać jeszcze tydzień albo miesiąc. Dopóki poważna choroba nie pojawi się blisko nas, łatwo uwierzyć, że czasu mamy dużo.

Właśnie dlatego profilaktyka jest tak ważna. Badania przesiewowe nie wykrywają każdego rodzaju nowotworu i nie dają gwarancji, że choroby uda się uniknąć. Pozwalają jednak w przypadku części nowotworów znaleźć niepokojące zmiany na wczesnym etapie, czasem jeszcze zanim pojawią się objawy. Narodowy Portal Onkologiczny podkreśla również znaczenie regularnych wizyt kontrolnych oraz badań dobranych do wieku i sytuacji zdrowotnej pacjenta.

Szpiczak mnogi, na który chorował mój tata, jest nowotworem układu krwiotwórczego. Wraz z diagnozą zaczyna się zupełnie inna codzienność. Kolejne badania, wyniki, konsultacje, leczenie i oczekiwanie. Rodzina bardzo szybko poznaje medyczne określenia, o których wcześniej nie miała pojęcia. Każda lepsza informacja daje nadzieję. Każda gorsza potrafi zmienić wszystko.

Ostatnie tygodnie tata spędził w OMPiH w Będkowie. Choroba była już bardzo zaawansowana. 25 maja odszedł. Mogę zamknąć to w kilku zdaniach. Tak jak często robi się to w informacji prasowej. Data, miejsce, kilka najważniejszych faktów. Tylko że tym razem za tymi kilkoma zdaniami znajduje się moje własne życie.

Kiedy dzisiaj myślę o tacie, nie chcę widzieć przede wszystkim choroby. Wraca czerwony rowerek i nauka jazdy bez bocznych kółek. Oleśnicki basen i nauka pływania. Zwyczajne chwile, które wtedy niczym szczególnym się nie wyróżniały. Dopiero po latach człowiek rozumie, że to właśnie one zostają najdłużej.

Choroba nowotworowa zmienia nie tylko życie pacjenta. Zmienia także życie najbliższych. Pojawiają się pytania, na które nie zawsze istnieją odpowiedzi. Strach, nadzieja, bezradność i próba wykorzystania każdej dobrej chwili. I chyba właśnie wtedy najmocniej dociera do człowieka, jak łatwo wcześniej traktował zdrowie jako coś oczywistego.

Nie chcę nikogo straszyć. Nie chcę też tworzyć fałszywego przekonania, że wystarczy zrobić kilka badań, aby mieć pewność, że nic nam nie grozi. Medycyna tak nie działa. Możemy jednak robić to, na co mamy realny wpływ: korzystać z badań profilaktycznych, wykonywać kontrole zalecone przez lekarza, nie ignorować utrzymujących się lub nietypowych objawów i reagować, gdy coś zaczyna nas niepokoić. Wczesne wykrycie części nowotworów zwiększa możliwości skutecznego leczenia. 

Warto też zainteresować się zdrowiem swoich bliskich. Zapytać rodziców, kiedy ostatnio byli na badaniach. Przypomnieć partnerowi czy partnerce o kontroli, którą odkładają. Czasami takie zwykłe pytanie może sprawić, że ktoś wreszcie zapisze się do lekarza.

Po doświadczeniach ostatnich miesięcy sam patrzę na profilaktykę inaczej. Nie jako na kolejną rzecz do odhaczenia w kalendarzu, ale jako na element odpowiedzialności za siebie i za tych, którzy są obok.

Dlatego, jeśli od dawna odkładasz badania, sprawdź, które z nich są odpowiednie dla Ciebie. Jeżeli coś w swoim organizmie Cię niepokoi, nie szukaj uspokojenia wyłącznie w internecie - porozmawiaj z lekarzem. A jeśli ktoś bliski od miesięcy mówi, że „kiedyś się zbada”, być może warto wrócić z nim do tej rozmowy.

Nie dlatego, że mamy żyć w strachu przed nowotworem. Właśnie przeciwnie. Po to, żeby zrobić wszystko, co rozsądnie możemy, zanim zdrowie samo zmusi nas do zatrzymania się.

Źródło: doświadczenia własne autora; Narodowy Portal Onkologiczny; pacjent.gov.pl.