Śląsk przegrał, ale tego meczu nie zapomnimy. Maciej Materac pokazał, czym jest kapitan - Sport - nowinyolesnickie.pl



Są mecze, po których pamięta się przede wszystkim wynik. Są też takie, po których liczby bardzo szybko schodzą na dalszy plan. W sobotę, 22 sierpnia, byliśmy przy Oporowskiej we Wrocławiu na spotkaniu Amp Futbol Ekstraklasy pomiędzy Śląskiem Wrocław a Wisłą Kraków. Gospodarze przegrali 0:1. Wracamy jednak z tego meczu z przekonaniem, że zobaczyliśmy coś znacznie ważniejszego niż końcowy rezultat.

Śląsk Wrocław rozpoczął swój domowy turniej od jednego z najtrudniejszych możliwych spotkań. Po trzech turniejach sezonu Wisła Kraków była liderem ORLEN Amp Futbol Ekstraklasy, a Śląsk zajmował drugie miejsce. Stawkę i klasę przeciwnika było więc czuć jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.

Jeden gol zdecydował o wyniku

Od początku było widać, że żadna ze stron nie zamierza odpuszczać. Dużo walki, pojedynków, prób wyprowadzenia szybkich ataków i ogromna koncentracja po obu stronach. Decydujący moment nastąpił w 15. minucie, kiedy Wisła Kraków zdobyła bramkę na 1:0. Jak się później okazało, było to jedyne trafienie tego spotkania. Śląsk próbował odpowiedzieć, walczył do ostatnich minut, ale wyniku nie udało się już zmienić. Śląsk Wrocław – Wisła Kraków 0:1.

Tyle mówi wynik. My z Oporowskiej zapamiętamy jednak przede wszystkim coś zupełnie innego.

Maciej Materac żył tym meczem od pierwszej do ostatniej minuty


Stojąc z boku boiska, można zobaczyć znacznie więcej niż tylko akcje, strzały czy interwencje. Słychać zawodników, widać reakcje po błędach i zachowanie drużyny wtedy, kiedy coś nie wychodzi. I właśnie dlatego tak mocno zapamiętamy postawę Macieja.

Kapitan Śląska nie przestawał być z drużyną nawet na moment. Żył praktycznie każdą akcją, podpowiadał, mobilizował i próbował dodać kolegom energii wtedy, kiedy sytuacja na boisku stawała się coraz trudniejsza. Co szczególnie zwróciło naszą uwagę? Ani razu nie usłyszeliśmy pretensji w rodzaju: „Co wy robicie?”, „Źle gracie” czy „Weźcie się do roboty”. Było dokładnie odwrotnie.

Kiedy coś nie wychodziło, pojawiało się wsparcie. Kiedy drużyna znajdowała się pod presją, kapitan jeszcze mocniej próbował ją poderwać. Kiedy kolejne minuty uciekały, a Wisła wciąż prowadziła, z jego strony nie było rezygnacji. Była wiara, mobilizacja i przekonanie, że dopóki trwa mecz, można jeszcze coś zrobić.

I chyba właśnie tak najłatwiej opisać rolę kapitana. Nie jako zawodnika, który po prostu ma opaskę, ale jako człowieka, który w trudnym momencie bierze odpowiedzialność za atmosferę całej drużyny.

Porażka, po której trudno mówić tylko o rozczarowaniu

Oczywiście sportowiec wychodzi na boisko po zwycięstwo. Śląsk chciał wygrać z Wisłą i strata punktów z pewnością boli. Patrząc jednak na to spotkanie z kilku metrów, trudno było po ostatnim gwizdku ograniczyć jego ocenę wyłącznie do słowa „porażka”.

Zobaczyliśmy drużynę. Nie tylko grupę zawodników występujących w tych samych barwach, ale ludzi, którzy wspierają się wtedy, kiedy mecz zaczyna układać się nie po ich myśli. To właśnie w takich chwilach najłatwiej zobaczyć, co naprawdę łączy zespół.

Gdy wszystko wychodzi, łatwo się uśmiechać, przybijać piątki i świętować kolejne akcje. Znacznie trudniej pozostać razem, kiedy rywal prowadzi, czas ucieka, a każda następna próba może być jedną z ostatnich okazji na odwrócenie wyniku. W sobotę Śląsk tego nie stracił.

Amp futbol z kilku metrów wygląda zupełnie inaczej

Można obejrzeć wiele materiałów w internecie, znać wyniki, nazwiska zawodników i tabelę. Ale dopiero będąc przy boisku, zaczyna się rozumieć skalę wysiłku i emocji towarzyszących tej dyscyplinie.

Tempo akcji, kontakt, walka o każdą piłkę, błyskawiczne zmiany kierunku, interwencje bramkarzy i kolejne pojedynki. Do tego komunikacja pomiędzy zawodnikami, której widz oglądający transmisję często nawet nie słyszy. Z naszej perspektywy właśnie to zrobiło największe wrażenie.

Nie potrzeba tutaj wielkich słów. Wystarczyło przez kilkadziesiąt minut patrzeć na boisko.

Emocje również na trybunach

To spotkanie miało swoją historię nie tylko na murawie. Na trybunach również było widać napięcie i zaangażowanie kibiców, którzy reagowali na każdą kolejną akcję Śląska. Mamy wiele zdjęć zarówno z boiska, jak i z trybun i chcemy właśnie nimi pokazać klimat tego meczu.

Bo sport najlepiej opowiada się nie samymi liczbami, ale ludźmi, reakcjami i emocjami, których nie zawsze da się oddać w tabeli czy krótkim wyniku.

Mamy nadzieję, że jeszcze tu wrócimy

To była nasza wizyta na meczu Śląska Wrocław Amp Futbol i już teraz możemy napisać jedno: mamy nadzieję, że nie ostatnia.

Śląsk przegrał z Wisłą Kraków 0:1. W tabeli za ten mecz punktów nie będzie. My zobaczyliśmy jednak mnóstwo serca do piłki nożnej, walkę do końca oraz wzajemne wsparcie w najtrudniejszych momentach. Zobaczyliśmy również kapitana, który zamiast rozliczać kolegów z błędów, próbował podnosić ich po każdej nieudanej akcji.

I jeśli mielibyśmy zabrać z Oporowskiej jeden obraz tego spotkania, byłby nim właśnie ten: Śląsk przegrywa, czas ucieka, ale z boiska wciąż słychać głos Macieja Materaca zagrzewającego swoich kolegów do kolejnej próby.

Czasami właśnie takie momenty przypominają, dlaczego w ogóle oglądamy piłkę nożną.



















Źródło: relacja własna nowinyolesnickie.pl, Amp Futbol Polska.