Dzieciństwo kontra ambicje rodziców – dlaczego mniej znaczy więce

 


„Mamo, a mogę się po prostu pobawić?”  o dzieciństwie, ambicjach i granicach zajęć pozalekcyjnych

Nowy rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. Dla jednych to zapach świeżych zeszytów i radość ze spotkania z kolegami, dla innych,  stres związany z obowiązkami i nowymi wyzwaniami. Dla wielu rodziców to również czas intensywnego planowania: jakie zajęcia dodatkowe zapisać dziecku w tym roku? Pływanie? Angielski? Robotyka? Gitara? A może wszystko naraz,  przecież świat pędzi do przodu, trzeba nadążać, trzeba dać dziecku jak najwięcej!
Ale czy na pewno?


Dzieciństwo to nie wyścig

Wyobraź sobie swój własny dzień. Rano praca, potem szkolenie, spotkanie online, szybkie zakupy, trening na siłowni i jeszcze dodatkowy kurs języka. A gdzie w tym wszystkim czas na złapanie oddechu? Na spokojną rozmowę? Na zwykłe „nicnierobienie”?

Twoje dziecko czuje się podobnie, kiedy od poniedziałku do piątku biega ze szkoły na zajęcia pozalekcyjne, a sobota i niedziela również mają swój napięty plan. Tyle że ono ma 7, 10 czy 12 lat. Jeszcze nie zna dobrze świata, nie rozumie w pełni swoich emocji, nie potrafi jasno powiedzieć: „Mamo, tato, ja już nie mam siły”.


Pamiętasz swoje dzieciństwo?

Wróć na chwilę pamięcią do tamtych czasów. Czy po lekcjach pędziłeś na kolejne zajęcia, czy raczej biegłeś na podwórko, żeby zdążyć zbudować bazę z koców albo pograć w piłkę do zmroku? Ile godzin spędzałeś na beztroskiej zabawie, wymyślając własne gry, śmiejąc się do łez z kolegami, kłócąc się i godząc w pięć minut?

To właśnie te chwile, niekoniecznie dodatkowe lekcje czy certyfikaty,  budowały naszą wyobraźnię, relacje i wspomnienia. To one sprawiały, że dzieciństwo miało smak wolności.

A teraz zadaj sobie pytanie: czy Twoje dziecko też ma szansę je przeżyć?


Ambicje, które przytłaczają

Nie zrozum mnie źle,  zajęcia dodatkowe mogą być cudowne. Mogą rozwijać pasje, odkrywać talenty, uczyć systematyczności i dyscypliny. Problem zaczyna się wtedy, gdy stają się sposobem na spełnianie naszych niespełnionych marzeń. Gdy dziecko chodzi na balet nie dlatego, że kocha taniec, ale dlatego, że my kiedyś chcieliśmy tańczyć. Gdy idzie na robotykę, bo „takie są czasy”, chociaż ono marzy o rysowaniu komiksów.

Rodzicielskie ambicje bywają piękne,  motywują nas do troski, do zapewnienia dzieciom jak najlepszego startu. Ale te same ambicje mogą też stać się ciężarem, który dziecko będzie dźwigało latami.


Dzieciństwo nie wróci

To tylko kilkanaście lat. Kilkanaście krótkich lat, zanim dziecko wkroczy w dorosłość. Potem już zawsze będą obowiązki, praca, terminy, rachunki, odpowiedzialność. Ale dzieciństwo… dzieciństwo jest jedno i niepowtarzalne.

Jeśli dziś wypełnimy je po brzegi treningami, kursami i kolejnymi „muszę”, to jutro może zabraknąć w nim miejsca na te proste, ale najważniejsze wspomnienia: śmiech na trzepaku, pierwsze przyjaźnie, wieczorne rozmowy o niczym, beztroską nudę, z której rodzi się kreatywność.


Złoty środek, mniej znaczy więcej

Nie chodzi o to, żeby zupełnie rezygnować z zajęć pozalekcyjnych. Ważne jednak, aby:

  • słuchać swojego dziecka – co naprawdę je interesuje, co daje mu radość, a co jest tylko kolejnym obowiązkiem,


  • nie przesadzać z ilością – czas wolny jest tak samo potrzebny, jak nauka i rozwój,


  • pamiętać o równowadze – zajęcia powinny być dodatkiem, a nie fundamentem dzieciństwa.


Dajmy im czas na bycie dziećmi

Każdy z nas chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Ale czasem to „najlepiej” nie oznacza kolejnych certyfikatów i umiejętności. Czasem oznacza po prostu: „Masz wolne popołudnie. Pobaw się. Odpocznij. Po prostu bądź dzieckiem”.

Bo nasze dzieci nie potrzebują idealnego grafiku. Potrzebują dzieciństwa.